- Martyna dalej wstań, bo nie będziemy czekać wiecznie! –
Powiedziała głośno już lekko zdenerwowana mama
po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Zerknęłam na telefon była godzina 5:30
-Boże, co ja robię ze swoim życiem ?! – powiedziałam zaspanym głosem jednocześnie śmiejąc się.
Poszłam do toalety i obmyłam twarz zimną wodą, następnie umyłam zęby. Włosy związałam w koka wysoko na głowie, a twarz posmarowałam podkładem. Nie musiałam używać tuszu, ponieważ moje rzęsy same w sobie były długie i gęste. Ubrałam się w dzień wcześniej uszykowane ciuchy, a mianowicie Czarną bluzkę z wyciętymi pachami i białym napisem YOLO, jeansowe spodenki z poszarpanymi nogawkami i do tego przewiązałam na ręce granatową bandamke. Zeszłam na dół. Po całym domu roznosił się dźwięk piosenek Dżemu właśnie leciała moja ulubiona „Wehikuł czasu”. Kochałam tę piosenkę za to jaka jest. Uwielbiam opowieści taty, babci lub kogokolwiek jak to było kiedyś. Moim zdaniem powinnam się urodzić chociaż 30 lat temu. Były w tedy inne czasy, trochę lepsze czasy, kiedy nie było tych wszystkich smartphonów, tabletów i laptopów. Wszyscy żyli ze sobą w zgodzie i było lepiej, a teraz idziesz przez miasto i zamiast widzieć uśmiechy na twarzach, albo rozmawiających ludzi widzisz młodzież wgapioną w ekran telefonu. Może mówię jak moja babcia, ale taka jest prawda.
- No w końcu, ile można czekać ? – Zapytał rozbawiony tata
- Jest dopiero piąta czterdzieści pięć dla mnie to noc – odparłam jednocześnie siadając do stołu i zaczynając jeść kanapkę z dżemem brzoskwiniowym.
Kiedy już zjadłam i popiłam sokiem pomarańczowym, który jest moim ulubionym, poszłam na górę po walizkę z rzeczami, telefon, słuchawki, aparat i przygotowane książki. Schodząc na dół pogasiłam światła i ruszyłam do samochodu. Tata włożył wszelkie bagaże, a ja zajęłam miejsce na samym końcu razem z Diegiem. Nasz samochód jest siedmioosobowy dla wytłumaczenia sytuacji. Ruszyliśmy, a przed nami bardzo długa droga. Byłam śpiąca, dlatego nie zważając na nic zasnęłam.
---------------------------------------------
- Jesteśmy na miejscu – Krzyknął tata.
Była godzina 7 następnego dnia. Korki utrudniały nam dojazd i po małej męczarni którą przeszliśmy w końcu dotarliśmy. Moim oczom ukazał się piękny widok morza. Uwielbiam takie widoki, lecz najpierw muszę zanieść swoją walizkę do mojego pokoju. Gdy się rozpakowałam od razu pobiegłam z Diegiem na plażę, a lekkie promienie słońca ukoiły moją skórę. Piasek na plaży był wilgotny i jeszcze o tej godzinie zimny. Spuściłam psa ze smyczy, a ten pierwsze co zrobił to pobiegł do wody. Zrobiłam to samo lecz ja zamoczyłam nogi tylko do kostek. Nogami rozpryskiwałam wodę, która była niewiarygodnie przejrzysta. Czekając aż przyjdzie do mnie pies usiadłam na piasku. Po 15 minutach z powrotem poszłam do hotelu. Zjadłam śniadanie, przejrzałam facebooka i nie wiem nawet kiedy zasnęłam
Obudziłam się o dziesiątej. Nikogo nie było w naszym apartamencie nawet Diega, więc byłam zdana sama na siebie, a nie znając okolicy i nie chcąc się zgubić znów podążyłam na plażę. Właśnie kilkunastu chłopaków grało w siatkówkę. Uwielbiam siatkówkę więc zdecydowałam się go obejrzeć. Chłopcy byli przystojni, a szczególnie wysoki brunet z bardzo ciemnymi oczami, lekko umięśnionym brzuchem i charakterystycznymi pieprzykami. Grali powiedziałbym nawet, że zawodowo. Mimo, iż mecz mi się podobał musiałam się czegoś napić i poszłam do małego drewnianego sklepiku kilka metrów dalej. Zamówienie złożyłam po angielsku. Dostałam orzeźwiający koktajl i dalej poszłam oglądać mecz. Idąc nawet nie zauważyłam biegnącego chłopaka w kierunku piłki, który wpadł na mnie, a ja cała oblałam się sokiem
- Przepraszam, nie zauważyłem cię – Powiedział z troską w głosie i raczeja dostrzegł, że jestem Polką
- Też przepraszam, to moja wina – Odpowiedziałam spoglądając w jego czekoladowe oczy. Było w nich coś wyjątkowego.
♥♥♥♥♥♥♥
Hejj jest i rozdział 2, lecz zastanawiam się czy pisać dalej tego bloga, ponieważ nikt nie komentuje :c
Komentarz na prawdę pomaga i liczę na wsparcie z waszej strony :)
Może być ten rozdział ? Jak myślicie kim jest ten chłopak ?
Zerknęłam na telefon była godzina 5:30
-Boże, co ja robię ze swoim życiem ?! – powiedziałam zaspanym głosem jednocześnie śmiejąc się.
Poszłam do toalety i obmyłam twarz zimną wodą, następnie umyłam zęby. Włosy związałam w koka wysoko na głowie, a twarz posmarowałam podkładem. Nie musiałam używać tuszu, ponieważ moje rzęsy same w sobie były długie i gęste. Ubrałam się w dzień wcześniej uszykowane ciuchy, a mianowicie Czarną bluzkę z wyciętymi pachami i białym napisem YOLO, jeansowe spodenki z poszarpanymi nogawkami i do tego przewiązałam na ręce granatową bandamke. Zeszłam na dół. Po całym domu roznosił się dźwięk piosenek Dżemu właśnie leciała moja ulubiona „Wehikuł czasu”. Kochałam tę piosenkę za to jaka jest. Uwielbiam opowieści taty, babci lub kogokolwiek jak to było kiedyś. Moim zdaniem powinnam się urodzić chociaż 30 lat temu. Były w tedy inne czasy, trochę lepsze czasy, kiedy nie było tych wszystkich smartphonów, tabletów i laptopów. Wszyscy żyli ze sobą w zgodzie i było lepiej, a teraz idziesz przez miasto i zamiast widzieć uśmiechy na twarzach, albo rozmawiających ludzi widzisz młodzież wgapioną w ekran telefonu. Może mówię jak moja babcia, ale taka jest prawda.
- No w końcu, ile można czekać ? – Zapytał rozbawiony tata
- Jest dopiero piąta czterdzieści pięć dla mnie to noc – odparłam jednocześnie siadając do stołu i zaczynając jeść kanapkę z dżemem brzoskwiniowym.
Kiedy już zjadłam i popiłam sokiem pomarańczowym, który jest moim ulubionym, poszłam na górę po walizkę z rzeczami, telefon, słuchawki, aparat i przygotowane książki. Schodząc na dół pogasiłam światła i ruszyłam do samochodu. Tata włożył wszelkie bagaże, a ja zajęłam miejsce na samym końcu razem z Diegiem. Nasz samochód jest siedmioosobowy dla wytłumaczenia sytuacji. Ruszyliśmy, a przed nami bardzo długa droga. Byłam śpiąca, dlatego nie zważając na nic zasnęłam.
---------------------------------------------
- Jesteśmy na miejscu – Krzyknął tata.
Była godzina 7 następnego dnia. Korki utrudniały nam dojazd i po małej męczarni którą przeszliśmy w końcu dotarliśmy. Moim oczom ukazał się piękny widok morza. Uwielbiam takie widoki, lecz najpierw muszę zanieść swoją walizkę do mojego pokoju. Gdy się rozpakowałam od razu pobiegłam z Diegiem na plażę, a lekkie promienie słońca ukoiły moją skórę. Piasek na plaży był wilgotny i jeszcze o tej godzinie zimny. Spuściłam psa ze smyczy, a ten pierwsze co zrobił to pobiegł do wody. Zrobiłam to samo lecz ja zamoczyłam nogi tylko do kostek. Nogami rozpryskiwałam wodę, która była niewiarygodnie przejrzysta. Czekając aż przyjdzie do mnie pies usiadłam na piasku. Po 15 minutach z powrotem poszłam do hotelu. Zjadłam śniadanie, przejrzałam facebooka i nie wiem nawet kiedy zasnęłam
Obudziłam się o dziesiątej. Nikogo nie było w naszym apartamencie nawet Diega, więc byłam zdana sama na siebie, a nie znając okolicy i nie chcąc się zgubić znów podążyłam na plażę. Właśnie kilkunastu chłopaków grało w siatkówkę. Uwielbiam siatkówkę więc zdecydowałam się go obejrzeć. Chłopcy byli przystojni, a szczególnie wysoki brunet z bardzo ciemnymi oczami, lekko umięśnionym brzuchem i charakterystycznymi pieprzykami. Grali powiedziałbym nawet, że zawodowo. Mimo, iż mecz mi się podobał musiałam się czegoś napić i poszłam do małego drewnianego sklepiku kilka metrów dalej. Zamówienie złożyłam po angielsku. Dostałam orzeźwiający koktajl i dalej poszłam oglądać mecz. Idąc nawet nie zauważyłam biegnącego chłopaka w kierunku piłki, który wpadł na mnie, a ja cała oblałam się sokiem
- Przepraszam, nie zauważyłem cię – Powiedział z troską w głosie i raczeja dostrzegł, że jestem Polką
- Też przepraszam, to moja wina – Odpowiedziałam spoglądając w jego czekoladowe oczy. Było w nich coś wyjątkowego.
♥♥♥♥♥♥♥
Hejj jest i rozdział 2, lecz zastanawiam się czy pisać dalej tego bloga, ponieważ nikt nie komentuje :c
Komentarz na prawdę pomaga i liczę na wsparcie z waszej strony :)
Może być ten rozdział ? Jak myślicie kim jest ten chłopak ?